Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piątkowy wpis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piątkowy wpis. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 marca 2012

Piątkowy wpis: Fenomenalne profile!

Witajcie Kochani!

Dzisiaj nie usłyszycie kolejnej pikantnej historii usłyszanej w nocnym, ani nie podzielę się z Wami ostatnimi zwierzeniami znajomych lafirynd. Na tapetę w tym tygodniu wziąłem profilki na Facebooku. Nie takie zwykłe, szare, profile użytkowników, zaciekawił mnie fenomen masowego dołączania do stron typu "K...y, gwizdy, tępe pi..y".

Cóż niezwykłego kryją w sobie takie profile? Dlaczego tak wiele osób postanawia je polubić i szczycić się przynależnością do nich? Być może to sprawa nudnej i szarej codzienności, która nas otacza? Sprawdźmy to!

Na profilku "Ku..y, martensy i jack daniels'y" zobaczycie nie tylko obraz nastoletnich alkoholiczek promujących znany, wysokoprocentowy trunek, ale poznacie nowości ze świata obscenicznej mody i "ociekające zajebistością" fotosy

Profil "Ruchałabym jakbym miała czym" to spełnienie najskrytszych kobiecych fantazji. Stare powiedzenie,  "gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem" odchodzi do lamusa. Żeby być dziadkiem, trzeba mieć czym ruchać ;) Po wejściu na ten profil, każda kobieta będzie mogła w pełni poczuć się samcem alfa.

Kiedy odwiedzicie "Dobra dupa Cie wyrucha" ujrzycie potencjalnych ruchaczy. Jednak czy są oni gotowi na coś poważniejszego? Wyglądają na dość zagubionych, zupełnie nie wiadomo, kto kogo :) Jednak, dowiedzcie i zobaczcie!

Wszystkich spragnionych naprawce mocnych wrażeń, odsyłamy na "Dupy, pasja, burżuazja". Tylko tam, znajdziecie najbardziej dupowate zdjęcia w sieci :) Nic tylko lajkować!

Polecamy serdecznie wszystkie wymienione w poście strony! Zachęcamy także do pozostawiania komentarzy pod tym postem! Napiszcie, co skłoniło Was do polubienia tego typu stron! Wśród odpowiedzi rozlosujemy nagrodę specjalną! 

Jednocześnie ubolewamy, że profil, z którym współpracowaliśmy "Ku..y, gracja, grawitacja" zakończył swoją działalność :( Będzie nam Was brakowało!

Pozdrawiam!

piątek, 23 marca 2012

Jak zostać dziewicą? Nowa błona w kwadrans!

Witajcie moi drodzy! Zapewne zastanawiacie się, czy w tytule nie ma pomyłki. Zazwyczaj na internetowych forach można poczytać o tym jak dziewictwo stracić. Znajdziecie tam wiele różnych przypadków, między innymi z ogórkami w roli głównej. Nic w tym dziwnego, bowiem już najstarsze galerianki mówiły, że facet to lubi jak ktoś inny za niego przeora. Jak widać trendy się zmieniają....

Wracając ostatnio nocnym z imprezy usłyszałem ciekawą rozmowę trójki dziewczyn. Jak zwykle w takich sytuacjach, wyostrzyłem słuch, aby móc podzielić się z Wami najnowszymi wieściami. Ów niewiasty dyskutowały o dziewictwie właśnie. Z rozmowy wynikało, że każda z nich ma już za sobą swój pierwszy raz, jednak Oksana (tak mówiły do niej koleżanki), przeżyła już cztery pierwsze razy. Jak to możliwe? Już wyjaśniam.

Powszechna mania orania doprowadziła do tego, że każdy samiec marzy o zerwaniu plomby. A jak wiadomo, popyt generuje podaż. Dlatego właśnie, Oksana zachwalała koleżankom w potrzebie najnowszy hit Allegro - SZTUCZNA BŁONA DZIEWICZA. Jesteście pewnie ciekawi jak to działa?

Oksana przekonywała, że wystarczy "wyjąć z paczki, wsadzić i poczekać piętnaście minut". Nowa błona gotowa. Przepis niczym zupki Knorra. Dziewczyny były zachwycone, a zwłaszcza jedna z nich. W sztucznej krwii (tak, po przebiciu się przez ów cudo, wypływa czerwona substancja) widziała swoją szansę. Powiedziała bowiem nowemu chłopakowi, że jest dziewicą, chociaż po błonie nie ma już śladu, a sama nie do końca pamięta, kiedy był jej pierwszy raz, ani kto tego dokonał.

Ile taka przyjemność kosztuje? 119 złotych - za tyle właśnie można było jeszcze niedawno taką błonę zakupić na allegro.pl. Na chwilę obecną błon nie ma - szybko się rozeszły. Wszystkim zainteresowanym radzę pilnie śledzić Allegro! Poniżej zamieszczam zdjęcie archiwalne aukcji:


Ale w gruncie rzeczy, pieniądze nic nie znaczą, kiedy można przeżywać swój kolejny pierwszy raz. Na koniec warto jedynie przytoczyć znaną maksymę:

Nikt nie umiera bez utraty dziewictwa - życie pieprzy nas wszystkich!

Pozdrawiam serdecznie!

sobota, 17 marca 2012

Doszedł i zszedł

Witajcie Drodzy Czytelnicy!

W planach był inny "Piątkowy Wpis", jednak niespodziewana historia jaka rozegrała się zeszłej nocy, skłoniła mnie do natychmiastowego podzielenia się nią z Wami. Piszę dopiero teraz, w sobotę, ponieważ wraz z Mariką trochę poszaleliśmy w klubach. Marika to kobieta wyzwolona, kokota, kurtyzana, hetera, córka Koryntu, prostytutka, lub jak kto woli, po prostu kurwa.

Zastanawia Was pewnie fakt, dlaczego w piątkowy wieczór zamiast zarabiać na życie przy wylotówce na Katowice, Marika zaprosiła mnie na clubbing. Przecież to najbardziej puszczalska, co za tym idzie najbardziej dochodowa noc w calym tygodniu. Mnie też to intrygowało...

W czwartkowe noce przy trasie katowickiej dyżuruje zazwyczaj Sandra, niestety tym razem dziewczyna nie mogła przyjść do roboty. Mówią, że ciąża to nie choroba, jednak w przypadku, gdy ojciec jest nieznany i jeszcze nie można z tego powodu pracować, to ciąża okazuje się gorsza niż kiła. Wróćmy jednak do sedna. Z powodu niemocy Sandry, to Marika musiała obstawić miejsce przy wylotówce.

Krótko po północy zatrzymał się samochód z klientem. Stary, gruby, łysy. Jednym słowem klient jak każdy. Marika wsadziła dupę do wozu i pojechali w ustronne miejsce. Specjalnych życzeń nie było. Klient chciał żeby pała się błyszczała, standard. Marika już zeszła do odpowiedniego poziomu, kiedy zadzwoniła żona zainteresowanego. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu zdarzają się takie sytuacje, jednak bystre oko Mariki od razu dostrzegło telefon. Nie był to żaden zetafon, a najnowszy model komórki, wart kilka patyków. Jak wiadomo, po telefonie można już poznać człowieka. Marika szybko zorientowała się, że ma do czynienia z dzianym kolesiem. Wiedziała, że jak się dobrze spisze, to może liczyć na spory napiwek. Dziewczyna dała z siebie wszystko. Klient odleciał. Dosłownie. Wiekowe serducho nie wytrzymało dawki przyjemności jaką zaserwowała Marika.

„To był mój moment, moja szansa na lepsze, jutro” tłumaczyła mi wczoraj Marika. Nie wahała się. Od razu buchnęła gruby portfel i ruszyła w kierunku pobliskiej wsi. Czekając na pierwszy dzienny autobus do centrum Poznania rozmyślała, co zrobić z tak ogromną kasą. Wieczorem zadzwoniła do mnie i zaprosiła mnie na clubbing pożegnalny. Tak jak mówiłem, Marika zaczyna nowe życie. Daleko stąd, za oceanem, gdzieś, gdzie dupa nie będzie jej odmarzać. Kiedy zapytałem ją, co będzie tam robić odparła, że to co tutaj, bo: „Kurwa to nie zawód, kurwa to charakter.”

piątek, 2 marca 2012

Zaliczenie oralne, czyli laska na 3 plus


Dzisiejszy Piątkowy Wpis nie będzie za długi, bo jak to mawiali pradawni: szybki sex - krótki post. Historia powszechna i często spotykana, chociaż mało kto o tym mówi. Powodów jest wiele, wstyd, zakłopotanie, albo brak kamer w windzie. Oliwia jest inna. Otwarcie potrafiła przyznać się, jak zaliczyła ostatnią sesję. A zrobiła to, w przeciwieństwie do większości – ustnie.

Był ostatni dzień semestru, właśnie mijał termin oddawania indeksów. Z dziekanatu wyszła Oliwka, w jednej ręce stylowa, różowa walizeczka na kółkach, w drugiej podanie o waruna, będące ostatnią deską ratunku. Zdawało się, że dni „przebojowej dziewczyny z wielkiego miasta”, jak sama o sobie mówiła, są już policzone. Przed Oliwią roztaczała się wizja powrotu na zapadłą wiochę, gdzie całe życie towarzysko-kulturalne toczyło się w okolicach jedynego w sołectwie sklepu monopolowo-spożywczego. Nie mogła się z tym pogodzić, w końcu nie po to zakupiła te szałowe, śnieżnobiałe kozaczki, aby łazić po polu.

Guzik rozkoszy
Oliwia zrezygnowana i pełna obaw skierowała się do windy. Kiedy drzwi się otworzyły, w windzie ujrzała dobrze znaną i znienawidzoną twarz. Był to doktor Kosa, który był głównym źródłem problemów Oliwki. Dziewczyna weszła do windy z ochotą mordu, jednak kiedy drzwi się zamknęły, szybko zrozumiała, że nie tędy droga. To była jej prawdziwa, ostatnia pałka ratunku. W okolicy piątego piętra, niespodziewanie wcisnęła „STOP”. Puściła walizkę, padła na kolana i rozpoczęła oralne zaliczenie. Nie przeszkadzała jej łysina, wielki brzuch i 60 na karku. Dziewczyna dzielnie dotrwała do finału i przełknęła owoc swojej pracy. Wykładowca nie protestował, w końcu w tym wieku, nie za często doznaje podobnych wrażeń, a całą akcję skomentował, że to jego najlepsza trója plus jaką w życiu wystawił. Po zapięciu rozporka i poprawieniu fryzury winda ruszyła dalej. Na parterze Oliwia była już pełnoprawną studentką drugiego roku. Wizja dziury zabitej dechami odeszła na dobre, mogła bez przeszkód wracać do akademika i rozpakować różową walizkę…

Kiedy rozmawiałem z nią, bez oporów stwierdziła, że nie warto się uczyć, bo w życiu i tak wszystko sprowadza się do sexu i dawania dupy, a droga do kariery ma zawsze cztery litery, bez względu czy mamy na myśli S E K S, O R A L czy A NA L. A co Wy o tym myślicie, Drodzy Czytelnicy? Może znacie podobne historie? Czekamy na maile i komentarze.

Trzymajcie się i dołączcie do nas na Facebooku!

Sweetaśna walizka Oliwii


piątek, 24 lutego 2012

Gotowy na wszystko, czyli boy do wynajęcia!

Tak, to już dziś! Po całym ciężkim tygodniu przyszedł upragniony piątek! Jak co tydzień przybliżę Wam intrygujące zjawisko, o którym nie przeczytacie nigdzie indziej! Inspiracją podczas pisania dzisiejszego wpisu była moja przyjaciółka Claudia. A było to tak…

Claudia to typowa intelektualistka, niezwykle mądra, błyskotliwa, a przy tym bardzo urodziwa dziewczyna. Po prostu ideał. Wiele naukowych obowiązków, konferencji i wyjazdów zagranicznych nie pozwalały jej na bycie w stałym związku. Studniówka za pasem, a przed cenioną Gwiazdą liceum widmo wielkiej kompromitacji. Cóż więc począć?

Halo orgazm! - czyli chłopak na telefon. Dokładnie tak! Wystarczy wykonać jedno połączenie telefoniczne (koszt wg stawek Twojego operatora), aby problem zniknął. Moja koleżanka Claudia tak właśnie zrobiła. Za jedyne 359 złotych i 99 groszy, znalazła prawie idealnego partnera na studniówkową zabawę. Mucha pod szyją, żel na włosach i gumki w kieszeni. Czego chcieć więcej? I mimo, że chłopak nie grzeszył intelektem, to był, a o to przecież chodziło. Wspomniałem, że boy był prawie idealny. Czego mu zatem brakowało? Otóż Claudia podczas obdzwaniania najlepszej oferty nie zapytała o umiejętności taneczne kandydata. I to był błąd… Miało być szał oraz lans, i właściwie był, do momentu, kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki poloneza… Później było już tylko gorzej…

Właśnie dlatego zająłem się tą tematyką. Dzięki pomocy redakcyjnej koleżanki – Jess oraz tajemniczej Agentki specjalnej przeprowadziliśmy research w tej branży. Na celownik wzięliśmy Śląsk, a nasze dzielne, „desperatki” pytały o wszystko. Zakres usług ogranicza jedynie wyobraźnia dzwoniącej i zasobność jej świnki skarbonki. Warto szukać nieco dłużej, ponieważ zdarzają się bardzo atrakcyjne oferty. Z resztą posłuchajcie sami:

Na pierwszy ogień poszło wesele. Nie byle jakie, bo z orgią w tle:


Następnie nasza Agentka chciała odegrać się na chłopaku:


Dzień później Jess szukała chłopaka na bardzo modne ostatnio połowinki z finałem w toalecie:


Na koniec wykonaliśmy jeszcze jeden telefon do Marka – tym razem dzwoniła Jess:


Jak słychać branża jest bardzo rozwinięta. Chłopcy potrafią zadowolić nawet najbardziej wymagającą kobietę, a przynajmniej tak twierdzą. Nic tylko wybrać, przebrać. Pamiętajcie jednak, żeby dokładnie o wszystko wypytać i koniecznie upewnić się, że umie tańczyć :)

Trzymajcie się ciepło i dołączcie do nas na Facebooku!

piątek, 17 lutego 2012

Ada, to nie wypada!

Witajcie drodzy Czytelnicy! Dzisiejszy „Piątkowy wpis” poświęcony będzie coraz częściej występującemu zjawisku „ciem barowych” lub jak kto woli – zwykłego puszczalstwa w nocnych klubach. Kim dokładnie jest wspomniana przeze mnie ćma barowa? Jest to najczęściej dupeczka w wieku 17-25 lat, która uwielbia klubowe życie. W skrócie: duży dekolt, krótka miniówa, białe kozaczki, oczko podmalowane i można wybywać w miasto!

Fenomen ćmy barowej polega na tym, że na każdą imprezę wychodzi jedynie z pięciozłotówką w kieszeni, a wraca po dwóch dniach, totalnie narąbana i zazwyczaj ma jeszcze 3zł reszty. Zapytacie pewnie, jak to możliwe? Wszystko za sprawą wymiany handlowo-usługowej, która towarzyszy człowiekowi od tysiącleci, Sedno tego zjawiska postaram się wyjaśnić na przykładzie mojej koleżanki Ady.

Typowa ćma barowa fot. Archiwum

Adusia jest typową barową lafiryndą. W każdy piątkowy wieczór, bawi się przy kradzionych bitach w najlepszych klubach powiatu. Zwykle tuż po wejściu robi tak zwany research. Poszukuje wtedy panów potencjalnie zainteresowanych jej towarzystwem. Wiek nie gra roli, a bariera językowa nie istnieje. Liczy się jedynie grubość… portfela. Za dobrego drina Adusia jest w stanie pokazać podstawy tańca erotycznego, a za dwie mikstury wyskokowe chętnie umili chwile spędzone przy pisuarze. Czy Ada jest dziwką? Otóż NIE! Ada nie przyjmuje ani gotówki, ani kart bankomatowych. Jedyną walutą są procenty alkoholu. Wielokrotnie pytałem ją, czy to jej sposób na życie. Zawsze odpowiada, że nie samą wódką człowiek żyje, w co patrząc na nią, trudno było uwierzyć. Dodaje również, że to tylko zabawa i nigdy nie poszłaby do łóżka z przypadkowym kolesiem za kasę, bo ma swoją godność. Piątkowy melanż Adusi kończy się zazwyczaj w okolicach niedzielnego południa. Później kilka ciężkich dni pracy w warzywniaku, by przeżyć kolejny niepamiętny weekendowy melanż. Niepamiętny, bo zazwyczaj z urwanym filmem, rozdartymi pończochami i wyłamanymi tipsami…